niedziela, 20 stycznia 2013

Django, Shame i Zero Dark Thirty - 3 filmy, 3 recenzje, polecam!

Zgodnie z poprzednimi zapowiedziami, poniżej moje kolejne recenzje 3 filmów, jakie ostatnio obejrzałem. Co ciekawe, mam tutaj pierwszy film, który dostaje ode mnie maksymalną ocenę 10/10 i tym filmem wcale nie jest "Django". Zapraszam do krótkiej lektury.

(kliknięcie na plakacie otwiera trailer filmu)


"Django"
2012, reż. Quentin Tarantino


Nowy film Quentina opowiada historię czarnoskórego niewolnika Django (Jamie Foxx), który zostaje wyzwolony z niewoli dzięki zarabiającemu jako łowca głów lekarzowi (kapitalny Christopher Waltz). Jak to w ostatnich filmach Tarantino bywa - historia powinna zahaczyć o motyw zemsty za krzywdy, zabłysnąć świetnymi dialogami, a ekran powinien spłynąć hektolitrami posoki. I tak też właśnie jest. Historia jest to ciekawa i przedstawiona w typowo tarantinowskim stylu. Film ogląda się przyjemnie i naprawdę świetnie można się na nim ubawić. Tarantino w mistrzowski sposób zabawił się westernową konwencją oddając hołd klasykom gatunku. Zabawa w te klimaty udała mu się perfekcyjnie. Główny bohater, grany przez Foxxa to postać całkiem sympatyczna, zagrana poprawnie i mająca w sobie to coś, dzięki czemu kibicuje się bohaterowi, jednak prawdziwą perełką tego filmu to duet Waltz-DiCaprio. Każda scena, gdy na ekranie spotykają się ci dwaj panowie to prawdziwy popis aktorski i niesamowita gra na emocjach. Mimo ciekawej historii i doskonałej obsady jednak czegoś mi w tym filmie zabrakło, sam nie wiem czego. Być może miałem zbyt wysokie wymagania co do tego filmu, ale był on jak dla mnie jedynie bardzo dobry, nic więcej. Liczyłem natomiast na coś więcej, na coś takiego, czym film mnie zmiażdży i wgniecie, a niestety nie uświadczyłem niczego takiego. Film obejrzałem, ubawiłem się pozytywnie, lecz po seansie nie pozostało mi w głowie nic z nim związanego. A szkoda. Nie wiem czego zabrakło, bo film jest bardzo dobry, świetnie nakręcony i rewelacyjny w odbiorze, na ale właśnie...nie ma tego magicznego czegoś, co powoduje, że po seansie film pozostaje w głowie jeszcze przez jakiś czas. Django to nie jest poziom "Wściekłych psów", czy "Pulp Fiction". Podsumowując, film jest świetny i gorąco go polecam, lecz nie oferuje on nic, poza typowo tarantinowskim stylem i naprawdę świetną rozrywką na lekko ponad dwie godziny.

Moja ocena: 8/10




"Wstyd" ("Shame")
2011, reż. Steve McQueen


Dużo dobrego wcześniej o tym filmie słyszałem, ale jakoś tak się złożyło, że do niedawna nie miałem coś okazji go obejrzeć. Kilka dni temu jednak przypomniało mi się o tym filmie i postanowiłem nadrobić zaległość. Obejrzałem i jestem naprawdę pod niemałym wrażeniem. Wstyd to przede wszystkim film bardzo trudny i ciężki, napewno nie dla każdego. Film przedstawia dramat seksoholika, który w żaden sposób nie jest w stanie zapanować nad swoim nałogiem. Napisałem "dramat", a nie "historię", bo to słowo bardziej pasuje do tego filmu. Michael Fassbender pokazał tutaj prawdziwy popis aktorstwa i udowodnił, że aktorem jest naprawdę najwyższej klasy. Każda scena, każda emocja, czy wyraz twarzy w wykonaniu Fassbendera to w tym filmie mistrzostwo świata. To napewno jedna z najlepszych jego ról, jeśli nie najlepsza. Rola bardzo odważna trzeba też zaznaczyć, gdyż coś takiego jak cenzura w przypadku tego filmu nie istnieje, to co ma być pokazane, jest pokazane, bez żadnego uciekania w tematy tabu. To dojrzałe, mocne kino, które nie boi się pokazać rzeczy, o których inne filmy w ogóle nie mówią. To naprawdę ciężki film, ale i bardzo oddziałujący na widza. Na tyle oddziałujący, że na bardzo długo zostaje w pamięci po jego obejrzeniu. Co ciekawe, poza doskonałym scenariuszem i mistrzowskim aktorstwem, mamy tutaj do czynienia z iście mistrzowską oprawą, gdyż praca kamery, zdjęcia i muzyka w tym filmie to coś po prostu rewelacyjnego. Pomimo ciężkiej i trudnej historii, muszę napisać, że to jeden z najlepszych filmów, jakie w życiu widziałem. Film ambitny, doskonały pod każdym względem, wgryzający się w psychikę i pozostający w głowie jeszcze na długo po seansie.

Moja ocena: 9/10




"Zero Dark Thirty" ("Wróg numer jeden")
2012, reż. Kathryn Bigelow


Przyznam się bez bicia, że ze wszystkich ostatnich premier kinowych, to właśnie na ten film czekałem najbardziej. Nie wiem dlaczego, być może ze względu na historię, którą przedstawia, a być może ze względu na nazwisko reżyserki, która jak dotąd nie zrobiła żadnego złego filmu. Zapewne jedno z drugim. Zero Dark Thirty to kryptonim akcji CIA, która miała na celu zgładzenie Osamy bin Ladena. Nie pojmanie, nie aresztowanie - lecz zabicie. I o tym właśnie jest film. To oparta na faktach historia agentki wywiadu, która za wszelką cenę stara się wytropić najbardziej poszukiwanego terrorystę świata. Film w mistrzowski sposób przedstawia całą tą długą i krętą drogę, którą przejść musiała główna bohaterka, aby począwszy od pierwszego zdobytego śladu, w końcu dojść do momentu wykrycia miejsca pobytu ukrywającego się Taliba. Film Bigelow przedstawia całą tą historię z niebywałym wręcz realizmem, w dodatku w sposób, dzięki któremu przez 2,5 godziny seansu ani przez chwilę nie da się odczuć choćby grama nudy. Tutaj każda minuta, każda scena, każdy kolejny mały trop i każdy dialog zbliża nas małymi krokami do rozwiązania. Niebywała to jest historia, szczerze mówiąc nie przypuszczałem, że cała ta akcja była aż tak trudna, zagmatwana i skomplikowana. Zdawałem sobie sprawę, że było ciężko, ale nigdy nie przypuszczałem, że aż tak ciężko. Historia jest na tyle zawiła, że autentycznie można byłoby obdzielić nią kilka grubych książek. Fabularnie i scenariuszowo film to arcydzieło, wciąga od samego początku i nie pozwala odpocząć aż do samego finału.
Co ciekawe, w filmie jest wiele scen, które wyjaśniają całą masę sytuacji, które miały miejsce naprawdę, a którym rząd USA oficjalnie zaprzeczał. Nie mówię tu jedynie o torturowaniu więźniów i o tajnych więzieniach CIA (jest nawet polski motyw!), lecz o całej masie innych wątków, jak np. sławne, tajemnicze, czarne śmigłowce użyte w akcji, czy też motyw zamachu w bazie CIA. W filmie jest pełno smaczków, które każdy, kto pamięta prawdziwe wydarzenia z tamtego okresu - bez problemu wyłapie i poukłada sobie w całość. Również aktorsko film stoi na bardzo wysokim poziomie. Aktorka, ktora zagrała główną bohaterkę spisała się perfekcyjnie. Jessica Chastain grając agentkę Mayę stworzyła tak przekonywującą postać, że czasami aż trudno uwierzyć, że rola była jedynie odgrywana. Postać rudowłosej agentki to jedna z najlepiej zagranych kobiecych ról, jakie dane mi było w filmach widzieć. W pełni zasłużony Złoty Glob za najlepszą dramatyczną rolę kobiecą w 2012 roku. Poza kapitalną główną aktorką, również drugi i trzeci plan spisał się na medal, a to się rzadko w filmach zdarza. Tutaj wszystko zagrało na 100%. Po prostu czysta perfekcja, inaczej nie można tego nazwać. Podsumowując - Zero Dark Thirty to film zrealizowany po mistrzowsku, trzymający w napięciu przez cały czas, perfekcyjnie zagrany i doskonale poprowadzony. To jeden z najlepszych filmów jakie w życiu widziałem. Po raz pierwszy w historii, z czystym sumieniem, będąc w pełni władz umysłowych, daję filmowi maksymalną z możliwych ocenę.

Moja ocena: 10/10


Powyższe filmy, w dobrej jakości, z PL napisami można obejrzeć online tutaj:

Django - http://www.putlocker.com/file/CDD49D342CCD1965
Wstyd/Shame - http://www.putlocker.com/file/E053B2D0E98DA153
Wróg numer jeden/Zero Dark Thirty - http://www.putlocker.com/file/DD002167ACF0C7C2




W kolejce do obejrzenia czekają: "The Impossible ("Niemożliwe") z Naomi Watts i Ewanem McGregorem, czyli surwiwalowa historia przetrwania jednej rodziny na tle tsunami w Tajlandii (podobno rewelacyjny kawał kina), "Życie Pi", bo jestem ciekawy tego efektu i całej tej historii chłopca i 3D tygrysa, "7 Psychopatów", który ponoć miażdży system, "The Master" ("Mistrz") P.T. Andersona i polskie: "Sęp" z podobno całkiem niezłym scenariuszem i drętwym jak zawsze Żebrowskim oraz troszkę starsza "Obława" z podobno rewelacyjnym jak zawsze Dorocińskim. Po seansie zdam relację.

        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz