Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne ciekawe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne ciekawe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 lipca 2014

Makabryczne zabójstwo Sharon Tate

Za miesiąc - 9 sierpnia będzie 45 rocznica masakrycznego zabójstwa byłej żony Romana Polańskiego - zabójstwa, które pod koniec lat 60-tych wstrząsnęło Ameryką i całym Hollywood.
Sharon Tate, 1967r

Dokładnie 9 sierpnia 1969 roku banda maniakalnego Charlesa Mansona wtargnęła do rezydencji Romana Polańskiego znajdującej się w Beverly Hills w stanie Kalifornia. Tego feralnego dnia Tate miała spotkanie w gronie przyjaciół, natomiast jej mąż przebywał w tym czasie w Londynie. Po wieczorze spędzonym w klubie, wszyscy przyjaciele postanowili wrócić do rezydencji Tate i Polańskiego, aby tam dokończyć imprezę.

Była to ich ostatnia w życiu impreza.
Wszyscy oni nie wiedzieli wtedy jednak jeszcze, że tej nocy czeka na nich najprawdziwszy horror.


Około północy - grupa dowodzona przez niejakiego Charlesa Mansona postanowiła urządzić sobie zbiorowy mord - na celownik padła niefortunnie willa Polańskiego.

Sharon Tate, 1967r
w filmie "Dolina lalek"
Prawdopodobnie pierwszą ofiarą był przyjaciel Sharon - niejaki Steven Parent, którego zwłoki zostały znalezione w samochodzie stojącym na podjeździe do rezydencji. Został zastrzelony. Przed domem znaleziono również kolejne dwa ciała - wspólnego przyjaciela Tate i Polańskiego - niejakiego Wojciecha Frykowskiego, oraz zwłoki jej dobrej przyjaciółki - Abigail Folger. Oba ciała z ranami kłutymi pochodzącymi od noża. Zostali zarżnięci. Największa makabra czekała jednak w murach rezydencji. Zwłoki Sharon zostały odkryte przez pokojówkę, która następnego dnia, niczego nie świadoma przyszła do pracy.

Ciała Tate i jej kolegi - Jaya Sebringa znaleziono powieszone w środku domu. Oboje mieli przewiązany przez szyje długi sznur zarzucony na wiszącą wysoko belkę. Ciała były zmasakrowane. To była rzeź. Tate była dosłownie rozpruta - w jej ciele znaleziono aż szesnaście ran kłutych, z czego wg koronera pięć było śmiertelnych. 

Sharon Tate, 1966r
Tate była wtedy w zaawansowanej ciąży - do porodu dzieliły ją niespełna 2 tygodnie. Jak można sobie wyobrazić, zginęli wtedy zarówno Sharon jak i jej nienarodzone jeszcze dziecko. Całe to niesamowicie brutalne morderstwo wstrząsneło wtedy całą opinią publiczną Ameryki i jak można się domyślić - samym Polańskim, który długo po tym mordzie dochodził do siebie psychicznie. Pierwotnie o mord policja podejrzewała zarządcę rezydencji, w której Tate mieszkała z Polańskim. On jako jedyny uszedł wtedy z życiem. Po przesłuchaniu okazało się jednak, że domek w którym mieszkał znajdował się w miejscu oddalonym od miejsca zbrodni i po sprawdzeniu jego wiarygodności za pomocą wariografu został on zwolniony z podejrzeń. W Hollywood zapadła groza - jak można przeczytać w źródłach wiele osób wyprowadziło się z dzielnicy, a ci którzy pozostali zostali ogarnięci przez ogromny strach. Sam Polański przyznawał, że nigdy nie poczuje się spokojnie, zanim sprawcy nie zostaną ujęci.


Sharon Tate, 1967r
Samych sprawców udało się ująć przypadkiem. Niejaka Susan Atkins, odsiadująca karę więzienia za kradzieże samochodów oraz podejrzana o udział w sekcie Mansona i o zabójstwo niejakiego Garyego Hinmana zwierzyła się sąsiadce z celi, że brała udział w zabójstwie Sharon. Wsypała też wszystkich wspólników, czego wynikiem było postawienie całej grupy w stan oskarżenia. Jak się okazało, dzień po zabójstwie Tate grupa Mansona dokonała jeszcze jednego, podobnego mordu w niedalekiej okolicy. To jednak nie ona "wsypała" Mansona, gdyż przed sądem wycofała swoje zeznania. Zeznania obciążające Mansona i innych członków złożyła inna członkini sekty - niejaka Lindy Kasabian. Dzięki jej zeznaniom skazano wszystkich członków grupy - Charlesa Mansona, Charlesa Watsona, Patricię Krenwinkiel oraz Susan Atkins - na wyroki kary śmierci. Kar tych nie wykonano, gdyż wyrokiem Sądu Najwyższego zostały one zamienione na kary dożywotniego więzienia.


Sharon Tate, 1967r w filmie
"Nieustraszeni pogromcy wampirów"
Romana Polańskiego
Jak pisze Wikipedia:
"Zeznania Kasabian i Atkins po raz pierwszy ukazały opinii publicznej w pełnym wymiarze makabryczne wypadki tamtej nocy. Przedostawszy się przez okalające posesję ogrodzenie, napastnicy natknęli się na Stevena Parenta, który w swoim samochodzie zmierzał do bramy wyjazdowej. Watson ruszył w stronę nadjeżdżającego pojazdu i polecił mu się zatrzymać. Parent usiłował prosić, by Watson nie robił mu krzywdy, zapewniając, że nic nikomu nie powie, ten zaś w odpowiedzi ciął go nożem i czterokrotnie strzelił do niego z rewolweru. Następnie Watson kazał Kasabian pozostać na zewnątrz i pilnować, podczas gdy reszta grupy wtargnęła do domu. Czworo znajdujących się wewnątrz osób zostało zgromadzonych razem w pokoju gościnnym, gdzie, zastraszeni bronią, dali się częściowo związać razem jednym sznurem. Kiedy Watson zarządził, żeby położyli się wszyscy na brzuchu, Jay Sebring zaczął domagać się od napastników, aby mieli wzgląd na brzemienność Tate i nie robili jej krzywdy, w reakcji na co Watson strzelił do niego z rewolweru. W powstałym zamieszaniu Wojciechowi Frykowskiemu i Abigail Folger udało się wyzwolić i każde z nich z osobna rzuciło się do ucieczki. Wcześniej ranieni, oboje zostali jednak prędko doścignięci i zabici przez Watsona i Krenwinkel na trawniku przed domem.

Tate błagała o ocalenie jej dziecka: próbowała uprosić prześladowców, by zabrali ją ze sobą i odczekali z zabiciem do czasu, aż urodzi. Atkins miała jej wówczas oznajmić, iż nie ma dla niej żadnej litości. Następnie, wedle jednej z wersji zeznań Atkins, ona i Watson wespół zadźgali Tate na śmierć nożami. Na końcowym etapie procesu, Atkins zeznała, że zaczęła dźgać Tate, bo miała dość dalszego wysłuchiwania jej powtarzanych w kółko i bez przerwy próśb i błagań. Zgodnie jednak z opisem wydarzeń przedstawionym przez nią we wcześniejszych zeznaniach przed wielką ławą przysięgłych, Atkins miała jedynie przytrzymywać Tate, zaś wszystkie rany zadać miał jej Watson; w późniejszym okresie, już po wyroku, zarówno Atkins jak Watson tę wersję określali jako prawdziwą.

Na koniec, umaczanym we krwi aktorki ręcznikiem Atkins napisała na drzwiach wejściowych słowo „PIG” („świnia”: pogardliwe, slangowe określenie ludzi bogatych zamożnych i ustosunkowanych; stały element języka ekstremistycznych ruchów czarnoskórych). Cała banda opuściła posesję po północy i udała się w drogę powrotną na ranczo Spahna."


Charles Manson, 1971r w więzieniu w San Quentin


Cała ta okrutna zbrodnia była czymś co na zawsze zmieniło Amerykę. Makabryzm tego co się wtedy tam wydarzyło wciąż powraca w szeroko rozumianej popkulturze, a postać Mansona praktycznie obrosła kultem. Przerażająca zbrodnia stała się obiektem kultu...i na tym zakończę, resztę dopowiedzcie sobie sami.

Tate i Polański w 1967r.

czwartek, 5 czerwca 2014

Richard Kuklinski - Iceman - historia pewnego seryjnego mordercy

Artykuł jest wstępem do materiałów, które do obejrzenia są na dole artykułu.


Richard Kuklinski to jedna z najniebezpieczniejszych osób jakie stąpały po tej planecie, a zarazem fascynująca persona. Zbrodnie popełnione przez urodzonego w 1935 roku Amerykanina o polskich korzeniach w latach 80-tych wstrząsneły opinią publiczną nie tylko w USA, ale i na całym świecie. Iceman, bo taki przydomek został mu nadany ze względu na fakt, że zamrażał ciała swoich ofiar, aby zmylić śledczych przeszedł do historii jako jeden z najciekawszych i najbardziej bezwzględnych seryjnych, a następnie płatnych zabójców w dziejach USA. Jego historia, osobowość oraz zbrodnie były tematem badań wielu psychologów i śledczych. Powstało na jego temat wiele publikacji i wywiadów, a on sam stał się postacią wręcz kultową, jeśli chodzi o sylwetki seryjnych morderców. Powstał również film fabularny oparty na historii jego życia, o czym napiszę na samym końcu. Na początek jednak chciałbym Wam zaprezentować dwa doskonałe wywiady, jakie zostały z nim przeprowadzone podczas jego pobytu w więzieniu stanowym w Trenton w New Jersey. To co uderza w tych wywiadach, to sama postać Kuklinskiego, sylwetka przerażająca, gdyż opowiadająca o swoich zbrodniach ze stoickim wręcz spokojem i wręcz dumą.

Jak sam o sobie mówił - zabicie człowieka nie wywoływało w nim absolutnie żadnych emocji. Zabójstwo było dla niego czynnością tak prostą, jak spuszczenie wody w kiblu - nie była to ani czynność negatywna, ani przynosząca mu satysfakcji. Zabijał bez uczuć, bez emocji i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia, co podkreślał na każdym kroku w wywiadach, które zamieszczam poniżej. Szacuje się, że zabił w życiu ponad 100 ludzi, choć on sam w jednym z wywiadów przyznaje, że liczba ta mogła być dwa razy większa. Liczba jego ofiar nigdy nie została do końca potwierdzona, gdyż w wielu sprawach wciąż toczą się śledztwa, a wielu ciał do dziś nigdy nie odnaleziono. 
Dlaczego zabijał i jak to wszystko się zaczęło? Nad tym pytaniem głowiło się wielu psychologów, którzy mieli okazję badać jego osobowość podczas spotkań w wiezięniu, w którym odsiadywał dwukrotne dożywocie i w którym to w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł w 2006 roku. Zacznijmy może więc od początku - Iceman urodził się w 1935 roku jako dziecko Stanleya i Anny Kuklinskich. Nie była to kochająca się rodzina - jak sam Kukliński przyznawał - nienawidził zarówno ojca, jak i matki, którzy to rodzice jak podaje - znęcali się nad nim zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Patologiczne dzieciństwo najprawdopodobniej wpłynęło na jego późniejsze czyny, oraz jego psychikę, w której jak sam powiedział - wszelkie pozytywne uczucia zostały zamienione na jedno wielkie uczucie nienawiści.

Ojciec odszedł od rodziny, gdy Kuklinski miał 11 lat i jak przyznaje on sam - wylądował on wtedy na ulicy, gdzie zmierzyć się musiał z brutalnymi regułami życia. Początkowo gnębiony przez rówieśników zauważył, że na przemoc odpowiedzieć można jedynie przemocą, co też następnie stało się jego receptą na życie. Jak wspominał - zabijanie rozpoczął od mordowania zwierząt - ze szczegółami opowiadał o sposobach, za pomocą których je zabijał, m.in. o paleniu kotów żywcem w piecu, czy o wleczeniu ich za samochodem. Po zwierzętach przyszła kolej na ludzi - jak wspomina - zabijał nawet "za krzywe spojrzenie". O jednej ze swoich ofiar opowiadał, że tak naprawdę zabił wtedy człowieka, gdyż ten zwyczajnie mu się nie spodobał. Śledził wtedy grupkę ludzi, która szła w kierunku baru, po czym, gdy jedna z osób została na dworze za potrzebą - podszedł do niej od tyłu i za pomocą linki zwyczajnie ją udusił, po czym odszedł. 

Zabijał na najróżniejsze sposoby - zarówno nożem, jak i bronią, a nawet za pomocą trucizn. Taka różnorodność sposobów uśmiercania pozwalała mu zmylić śledczych, gdyż ciężko było dzięki temu powiązać zabójstwa ze sobą i przypisać je jednej osobie. Był bardzo metodyczny i niebywale sprytny w swoich zbrodniach - przez wiele długich lat udawało mu się wodzić za nos policję i FBI. Jak sam wspominał - zabójstwo człowieka nie miało dla niego znaczenia, robił to mechanicznie, bez najmniejszych emocji i bez mrugnięcia okiem. Przerażające są jego opowieści, gdy opowiada o swoich zbrodniach, tak jakby to było coś absolutnie normalnego - jak wypicie porannej kawy. W Kuklinskim było totalne zero człowieczeństwa i zero jakichkolwiek emocji i uczuć. Jedyne uczucie - jak wspominał - żywił do żony i swoich dzieci, gdyż jak twierdził - rodzina była jedyną pozytywną rzeczą w jego życiu. Z żoną i dziećmi wiąże się również dalsza jego historia.

Jak przyznaje w wywiadach - dom był jedynym miejscem, w którym czuł się dobrze. Mając na utrzymaniu żonę, jak i dzieci zaczął więc pracować dla lokalnej mafii, aby zarobić na godziwy byt. Początkowo były to przekręty i handel nielegalnymi rzeczami, czy kopiowanie pornografii. Z czasem jednak mafia dostrzegła w nim potencjał, jeśli chodzi o jego brak emocji i mając na względzie jego poprzednie "dokonania" związane z zabijaniem - "awansowano go"  na stanowisko płatnego zabójcy. Praca ta okazała się dla Kuklinskiego doskonale rentowna, gdyż na płatnych morderstwach dorobił się całkiem pokaźnych pieniędzy. Zabijał głównie dłużników i przeciwników w interesach, na których wyroki wydawała mafia. Jak sam opowiadał - zabójstwa te przebiegały w bardzo wymyślne sposoby. Szczególnie wymowna jest jego opowieść o specjalnej mordowni, w której ciała ćwiartował i pakował w worki. Przerażenie może też wywołać jego opowieść o szczególnych zleceniach, co do których mocodawcy mieli specjalne wymogi, takie jak to, żeby ofiara przed śmiercią jeszcze pocierpiała. Jednym z takich szczególnych sposobów na zadawanie śmierci ze szczególnym okrucieństwem był jego patent na związywanie i zamykanie ofiary w jaskini, gdzie delikwent w męczarniach zostawał żywcem pożerany przez głodne szczury. Te opowieści naprawdę robią wrażenie, dlatego polecam obejrzeć oba załączone wywiady w całości. W wywiadach tych najbardziej przerażające nie jest to o czym opowiada, ale to w jaki sposób o tym opowiada, co zresztą sami zobaczycie.

Wracając do jego historii - Kuklinski pracował dla mafii przez bardzo długi czas - przez okres ten wysłał na tamten świat całą masę ludzi i dorobił się za wykonywane zlecenia bardzo dużych pieniędzy. Dla mafii był killerem doskonałym - pozbawionym emocji, strachu i wyrzutów sumienia - był dla nich niczym niezawodna maszyna do zabijania, co zresztą sam o sobie powtarzał. Był ostrożny i metodyczny - jak wspomina - ciała ofiar członkował i ukrywał w najróżniejszych miejscach, czasami w beczkach, czasami wyrzucając za miastem, a czasami wyrzucając w parku. Jak przyznaje w jednym wywiadzie - wiele z ciał jego ofiar nigdy nie odnaleziono i już się nie odnajdzie. Wiele z pociętych ofiar mroził również w specjalnej chłodni, tak aby wyrzucić je dopiero po pewnym czasie i zmylić śledczych co do prawdziwego czasu śmierci nieszczęśnika. To właśnie poprzez ten proceder z czasem przyklejono mu ksywkę "Iceman", czyli "lodowy człowiek".

Przez cały okres wykonywania zabójstw był ostrożny i prowadził rozdzielone, podwójne życie - w domu jako przykładny mąż i ojciec, a poza domem jako bezwzględny, zawodowy hitman - niczym dr Jekyll i Mr. Hide - jak to siebie samego określił w jednym z wywiadów. Jak opowiada w jednym momencie - potrafił bez problemu wyjść na szybką robotę podczas rodzinnej, wigilijnej kolacji, wykonać zlecenie, po czym spokojnie wrócić na kolację i rozpakowywać z dziećmi prezenty spod choinki. Te relacje są naprawdę wstrząsające, więc zachęcam jeszcze raz do obejrzenia całości materiału.

Jak więc to wszystko się skończyło?
Z czasem Kuklinski zaczął być coraz mniej ostrożny, a pazerność na pieniądze sprawiła, że zaczął popełniać błędy. Po brutalnych zabójstwach swoich biznesowych partnerów policja zaczęła kojarzyć ze sobą fakty i padły na niego pierwsze podejrzenia. Nie mając jednak wystarczających dowodów, aby go aresztować, postanowiono podstawić mu tajnego agenta, który miał za zadanie zagrać rolę innego płatnego zabójcy i wyciągnąć od Kuklinskiego zeznania. Zadanie to udało się. Kuklinski wpadł i został postawiony przed sądem. Dwa lata później został skazany na podwójne dożywocie i osadzony w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Trenton w New Jersey. W 2006r. w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach zmarł. Oficjalnie przyczyną śmierci był zgon naturalny, nieoficjalnie zatrucie, a wg jeszcze innej wersji był to wyrok wydany na niego, ze względu na jego wiedzę dotyczącą struktur mafijnych, dla których zlecenia wykonywał przez ponad 20 lat.

Niewątpliwie była to postać przerażająca, ale też i na swój sposób fascynująca. Jego brak jakichkolwiek ludzkich odruchów i uczuć tak jak napisałem był tematem badań wielu uznanych psychiatrów i kryminologów. Ta krótka historia, którą tutaj opisałem nie oddaje, ani trochę tego kim Iceman był - po więcej zapraszam do doskonałej książki, pt. "Iceman", na której podstawie został również w 2012 roku nakręcony film, oraz przede wszystkim na początek - do obejrzenia obu wywiadów z Kuklinskim, jakie zamieszczam poniżej.
Emocje gwarantowane, ale uwaga - to bardzo mocne materiały.
Poniżej dwa wywiady, na koniec film "Iceman".
Wszystkie materiały są po polsku.

Oba wywiady to naprawdę niesamowita i fascynująca, a zarazem przerażająca podróż po umyśle jednego z największych psychopatów w historii, prawdziwego diabła w ludzkiej skórze.




Wywiad #1 - Wyznania mordercy - Richard Kuklinski


Wywiad #2 - Richard Kuklinski - Iceman Tapes (5 części, playlista)


BONUS - A na koniec w całości film "Iceman" z 2012 roku, po polsku z lektorem:


Artykuł został opublikowany również na portalu Sadistic: http://www.sadistic.pl/richard-kuklinski-iceman-vt297693.htm

sobota, 31 maja 2014

Polityczno-satyrycznie, czyli nowy cykl

Rozpoczynam cykl filmów na YT pt. "polityczno-satyrycznie". Będzie to polegało na montażu kilku filmów, zawsze z puentą i przesłaniem, które pewnie i tak mało kto wyłapie. Tak czy siak - z góry zaznaczam, że nie ma to na celu obrażania, ani naśmiewania się z nikogo. Typowo satyryczne filmy, z lekkim, ukrytym przesłaniem. Kto nie załapie - trudno, kto się obrazi - trudno, robię swoje. Zaznaczam, że powinno się to oglądać z dźwiękiem.

Póki co, 5 pierwszych odcinków poniżej:

Część I - "I see dead people"



Część II - "Smoleńsk - wyjaśnienie tajemnicy"



Część III 
- "Ryszard Kalisz vs Batman"



Część IV 
- "Tusk i komornicy"



Część V 
- "Dyrektywa nr4"



Część VI 
- "Kupuję to za..."


Link do playlisty: https://www.youtube.com/playlist?list=PL7YPc2DoKQk9a3NAR24sz3p_AAmvVtTDk

sobota, 10 maja 2014

PHPOS - wesprzyj projekt na polakpotrafi.pl

Zapraszam wszystkich do wsparcia mojego projektu na platformie PolakPotrafi.pl.
Projekt ten to webowy system operacyjny pod nazwą PHPOS.
Wesprzyj projekt, lub przekaż tą informację dalej!


środa, 12 lutego 2014

Masakra w Magdalence

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o (nie)sławnej akcji w podwarszawskiej Magdalence 6 marca 2003 roku. Z pozoru standardowa akcja zatrzymania dwóch gangsterów przerodziła się wtedy w prawdziwą masakrę, podczas której śmierć poniosło dwóch antyterrorystów, a 17 z nich zostało ciężko rannych. Akcja ta wywołała potem prawdziwą polityczną burzę i stworzyła rysę na wizerunku jednostek specjalnych - ale czy na pewno? Otóż nie na pewno. Prawdziwych winnych oficjalnie nie znaleziono do dnia dzisiejszego - za to oskarżono wtedy kilka osób z dowodzenia, aby wystawić mediom kozła ofiarnego na pożarcie. Akcja ta dobitnie pokazała, jak bardzo rozwalone są w Polsce procedury, jak absurdalne jest prawo i jak daleko sięga w Polsce korupcja i przecieki na najwyższych szczeblach władzy.

Co się zatem wydarzyło wtedy w Magdalence?
Około 40 minut po północy dwa oddziały antyterrorystów podjechały pod posesję znajdującą się w lesie w podwarszawskiej Magdalence. Był to ogrodzony, piętrowy domek, znajdujący się w lesie. W domku tym znajdowało się dwóch uzbrojonych po zęby gangsterów. Zadanie policyjnych antyterrorystów było proste - rutynowe można powiedzieć, gdyż przerabiali takie scenariusze już nie raz. I tym razem miało być tak samo - szybkie wkroczenie, element zaskoczenia i zatrzymanie. I pewnie tak by się właśnie stało, gdyby nie fakt, że gangsterzy zebrali na miejscu arsenał, jakiego nie powstrzydziły by się najlepsze terrorystyczne bojówki, o czym jednak policjantów nie poinformowano - pomimo, iż takie informacje były. Zamiast tego - wysłano ich tam na pewną śmierć.

Około godziny 00:44 pierwszy oddział AT wkroczył na teren posesji lokując się pod drzwiami frontowymi domu. Drugi oddział wkroczył terenowym Land Roverem, taranując bramę wejściową. Oba oddziały znalazły się pod domem w celu wkroczenia i zatrzymania gangsterów. Niestety pojawił się problem - drugi oddział AT pojawił się przy bocznej stronie domu w celu wkroczenia bocznymi drzwiami, których...nie było. Drzwi jednak żadnym magicznym sposobem nie wyparowały, lecz co się okazało - plany domu przekazane przez dowództwo były błędne i pokazywały wejście do posesji, którego w rzeczywistości tam nie było. Jako, iż drzwi frontowe okazały się jedynymi drzwiami prowadzącymi do środka - oddział numer 2 dołączył do oddziału numer 1 i oba oddziały postanowiły wykonać wspólny desant przez drzwi frontowe. Gdy obie drużyny znalazły się pod drzwiami zaczęła się masakra.

Rozległa się eskplozja i oba oddziały rozstały rozrzucone na boki. Okazało się, że drzwi były sprytnie zaminowane, a pod drzwiami zakopany był silny ładunek wybuchowy. Bomba była sprytnie ukryta, a przewody detonacyjne pochowane pod framugami i pod śniegiem. Co najgorsze - sama bomba przygotowana została w taki sposób, aby zranić i zabić jak najwięcej osób - została wzmocniona śrubami i gwoździami, które w momencie wybuchu rozprysnęły się z ogromną siłą, szatkując policjantów.



Dariusz Marciniak
Najciężej ranny został podkom. Dariusz Marciniak, antyterrorysta z Zarządu Bojowego CBŚ. Został trafiony odłamkiem w głowę i w nogę. Zginął na miejscu, wykrwawiając się. Drugi najciężej ranny - nadkom. Marian Szczucki zmarł tydzień później w szpitalu w wyniku poniesionych obrażeń. Poza tymi dwiema ofiarami, rannych zostało jeszcze 17 innych funkcjonariuszy. Po ekspozji miny ukrytej pod drzwiami, policjanci zostali ostrzelani z okien na piętrze - gangsterzy dysponowali wg źrodeł ponad 29 sztukami broni maszynowej. Na policjantów posypał się grad kul, zostali również obrzuceni granatami, w które także uzbrojeni byli bandyci.




Po długiej wymianie ognia, gangsterzy zostali znalezieni martwi - żadna z policyjnych kul jednak ich nie dosięgła - zginęli w wyniku zatrucia tlenkiem węgla w wyniku pożaru jaki wybuchł w domu. Jak się okazało - jeden z gangsterów był byłym członkiem rosyjskiego Specnazu, a arsenał jaki znaleziono na miejscu wprawił w osłupienie nawet śledczych. Okazało się, że przestępcy byli uzbrojeni w broń krótką, długą maszynową, granaty i miny - a wszystko to rozlokowane pod każdym z okien leżące na stolikach. Przestępcy prowadzili więc nieprzerwany ostrzał ze wszystkiego co mieli pod ręką - bez potrzeby przerywania walki w celu przeładowywania broni, czy udawania się po nią w inne miejsce. To była masakra i akcja na którą funkcjonariusze nie byli gotowi.

Z relacji antyterrorystów, którzy przeżyli szturm wyłania się obraz totalnego chaosu, jaki wtedy tam panował. Jak wpomina jeden z antyterrorystów, biorących udział w akcji:

"...ustawiliśmy się pod drzwiami w celu rozpoczęcia szturmu. Kiedy usłyszałem człowieka w środku wtedy nastąpiła pierwsza detonacja. Straciłem przytomność. Próbowałem się odczołgać, było bardzo głośno, koledzy odciągnęli mnie w miejsce zakryte. Najgorsza była ewakuacja rannych bo długo karetki nie przyjeżdżały... ...wyszły braki w naszym uzbrojeniu jednostki, broń się zacinała, osoby ranne dawały nam swoją amunicje... Na odprawie pozostawiono broń snajperską, zdeponowano nam karabinki snajperskie na terenie komendy stołecznej Policji... ...Nasz przyjaciel, który zginął tam nie zginął bezpośrednio od broni, ale z szoku i wykrwawienia, nie było żadnego zaplecza medycznego. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dowódcy mówią wprost co innego a jeszcze inaczej do kamer..."

Na domiar tego wszystkiego - okazało się, że plany posesji jakie przekazano funckjonariuszom były błędne, co więcej - "góra" nie zgodziła się na użycie broni szturmowej i snajperskiej - rzekomo z powodu braku dobrych pozycji dla snajperów, co później jeden z byłych snajperów anonimowo zdementował, stwierdzając, że kilka miejsc dogodnych do rozlokowania snajperów według niego jednak było. Jeszcze inny policyjny snajper wspominał później, iż bajzel jaki panuje w dowództwie jest ogromny. Strzelec przytoczył historię z jednej z akcji w jakiej brał udział, osłaniając swoich kolegów za pomocą broni snajperskiej. Funkcjonariusze znaleźli się wtedy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, więc pomimo braku rozkazu oddał strzał raniąc uzbrojonego przestępcę, ratując tym samym swoich kolegów. Ze słów snajpera następnie padają informacje o tym co działo się później - został on oskarżony o bezpodstawne użycie broni, a procesy sądowe ciągnęły się miesiącami. Na czas akcji w Magdalence cała broń snajperska została zdeponowana i na akcję nie zabrano ani jednej sztuki tego typu uzbrojenia. Co więcej - nie zapewniono policjantom żadnej pomocy medycznej, a pierwsza karetka została wysłana na miejsce dopiero po tym, gdy część funkcjonariuszy wykrwawiała się już w najlepsze. Co gorsze - karetka nie mogła podjechać pod posesję, gdyż trwał ciągły ostrzał - chłopaki sami wynosili rannych kolegów będąc pod ciągłym ostrzałem z broni maszynowej i granatów.

Z relacji policjantów wyłania się jeszcze gorsza sprawa - otóż w jakiś sposób gangsterzy dowiedzieli się o planowanym szturmie i dzięki temu byli w stanie w tak doskonały sposób przygotować się do obrony. Według pragnących zachować anonimowość funkcjonariuszy - zostali oni poinformowani o akcji przez kogoś "z góry", a policjantów wysłano tam na pewną masakrę. Co jeszcze lepsze - według wielu ekspertów cała operacja powinna była zostać przeprowadzona na zasadzie operacji wojskowej, a nie policyjnej. W operacji wojskowej chodzi o eliminację celu i obowiązują zupełnie inne procedury, niż w przypadku operacji policyjnej, podczas której zadaniem jest jedynie zatrzymanie przestępcy, bez powodowania żadnych ofiar i obrażeń.

Najlepsze jednak zaczęło się później - wkrótce po całej akcji ruszyła machina sądowa w celu ukarania winnych. Jako kozły ofiarne wystawiono 3 osoby - naczelniczkę wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji, dowódcę oddziału antyterrorystycznego Komendy Głównej Policji oraz zastępcę komendanta Komendy Stołecznej Policji. Proces miał charakter typowo medialny - miał wskazać winnych i rzucić ich na pożarcie. W wyniku kolejnych procesów zostali oni jednak uniewinnieni.

Winnych przecieku "na górze", pomimo wielu spekulacji - nie odnaleziono i nie ukarano do dziś.


środa, 22 stycznia 2014

Fahrenheit, czyli gra która mnie urzekła.

Oto chyba pierwsza recenzja gry, a nie filmu tutaj.
Jakiś tydzień temu miałem przyjemność w końcu sobie w nią zagrać, poświęciłem na to dwie nocki i nie żałuję. Zacznijmy od tego, iż jest to dość stara gra, bo z 2005 roku. Pisano o niej dużo dobrego, ale tak jakoś się złożyło, że nigdy nie miałem okazji w nią zagrać i jej skończyć - aż do tamtego tygodnia, gdy postanowiłem sobie zrobić "seans" z tą grą. Słowo "seans" jest tutaj jak najbardziej poprawne, gdyż ta gra bardziej przypomina interaktywny film, niż klasyczną grę.

Fahrenheit to pierwsza gra studia Quantic Dream - studia, które wydało całkiem niedawno bardzo dobre "Heavy Rain" na PS3, które też miałem okazję skończyć. I mimo, iż "Heavy Rain" to bardzo dobra gra, to nie dorasta nawet do pięt ich pierwszemu produktowi, jakim był właśnie "Fahrenheit", mimo iż obie te gry są bardzo podobne do siebie, jeśli chodzi o formę - obie są tak jakby interaktywnymi filmami. To co je różni to przepaść technologiczna, bo nie można porównywać gry z 2005 z grą z 2010 roku. To co jednak jeszcze bardziej je różni, to przepaść jeśli chodzi o fabułę - "Heavy Rain" może jedynie całować stopy "Fahrenheitowi".

Jak już wspomniałem gra wygląda jak film, w którym bierzemy udział. Nie byle jaki film, gdyż na podstawie opowieści przedstawionej w grze można by nakręcić ze dwa dobre kryminały, albo napisać dobrą książkę. Fabuła jest w tej grze kluczowa i to w niej przede wszystkim tkwi siła tej gry. 

Rozpoczynamy grę mordując w restauracyjnej ublikacji Bogu ducha winnego człowieka. Tyle tylko, że podczas morderstwa nie jesteśmy sobą i "ocykamy się" już po fakcie z niedowierzaniem - co myśmy właśnie uczynili? I tutaj zaczyna się cała historia - historia podczas, której będziemy starali się dowiedzieć jakim cudem stało się to co się stało i kto tak naprawdę za tym stoi. Historia zagmatwana, skomplikowana i co najciekawsze - wielowątkowa i widziana z różnych perspektyw. Z różnych perspektyw dlatego, że w grze przyjdzie nam kierować nie tylko głównym bohaterem, ale również i innymi osobami zaangażowanymi w całą sytuację, m.in. parą policjantów badających całe sprawę i prowadzących śledztwo. Kierujemy więc wydarzeniami zarówno od strony "wilka", jak i "owcy", na którą polują. Co ciekawe - powiem tylko, że i trochę mistycyzmu jest w całej tej historii. Więcej o fabule nie napiszę, żeby nie zdradzać szczegółów - napiszę jedynie, że jest to tak wciągająca historia, że człowiek nawet nie zauważa, że minęła już cała noc, a sytuacja jeszcze się nie wyjaśniła i chce się w to brnąć dalej i dalej, żeby tylko wyjaśnić zagadkę. 

Sposób prowadzenia fabuły jest genialny - wcielamy się raz to w rolę głównego winowajcy, który nawet nie pamięta tego co zrobił, a zaraz po chwili w oficerów policji, którzy za zadanie mają dotrzeć do sprawcy mordu. Jest to absolutnie genialne i co najciekawsze - w każdej chwili mamy do wyboru, którą możliwość wybierzemy i którą postacią będziemy kierować. Losy postaci są ze sobą tak powiązane, że czasami ciężko dokonać wyboru, gdyż ciekawość tego co w danej chwili dzieje się "po drugiej stronie barykady" jest ogromna, a wyborów takich jest dużo i wybierając jedno, możemy przeoczyć drugie. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie zagrać drugi raz, dokonując zupełnie innych wyborów i zobaczyć co się działo "po drugiej stronie" w momencie, gdy kierowałem postacią, którą kierowałem w danym czasie.

Od strony graficznej gra również zniewala. Jasne, że to już nie są obecne czasy, gdy grafika jest wywindowana do granic możliwości komputerów, ale to nawet dobrze, ponieważ grafika jest taka jaka być tam powinna, bez żadnych zbędnych wodotrysków. Na uwagę zasługują przede wszystkim wspaniale zaprojektowane lokacje, które...żyją i są dopracowane w najmniejszym szczególe. No i klimat - klimat zimy, zimna, śniegu...coś pięknego. Żadna inna gra nie stworzyła nigdy tak smętnego, zimowego klimatu miasta, który się odczuwa wręcz na własnej skórze. Nazwa gry jest zresztą adekwatna do klimatu - klimatu dosłownie i w przenośni. Coś przepięknego.

Oddzielne brawa należą się postaciom - to są ludzie z krwi i z kości! Każda z postaci w grze ma swój charakter i swoje własne życie - zarówno prywatne, jak i zawodowe. Również i relacje pomiędzy postaciami są niebywale spójne i logiczne. Są takie, że po prostu człowiek w to wierzy - nie ma w tym ani krzty przekłamania i niczego na siłę. Rewelacyjna robota. Tak samo to wygląda od strony technicznej - ta gra to przykład jak powinno się wykorzystywać motion-capture w grach. Każdy nawet najmniejszy ruch postaci był bowiem tutaj odgrywany przez prawdziwych ludzi, obłożonych aparaturą do rejestracji ruchu. Do tego głos każdej z postaci podkładali lektorzy, którym idealnie udało się wczuć w swoje role. Kawał naprawdę rewelacyjnej roboty, dzięki której te postacie ŻYJĄ  na ekranie i wydają nam sie prawdziwe. Jako ciekawostkę dodam, że w jedną z postaci wcieliła się Winona Ryder - tak, ta Winona Ryder.

Jeszcze oddzielną kwestią jest udźwiękowienie tej gry. Powiem tylko, że gra posiada jeden z najlepszych soundtracków jakie słyszałem w grach. Muzyka jest po prostu przepiękna. Gdyby to był film, a nie gra, to przypuszczam, że i Oscar mógłby się należeć. A trzeba też dodać, że poza motywami przewodnimi, zagranymi przez orkiestrę symfoniczną mamy tutaj też muzykę totalnie niezwiązaną z tematem, jak np. utwóry, które przygrywają nam w radiu, albo podczas meczyka w koszykówkę (tak, można w tej grze nawet zagrać w kosza, można też iść na siłownię i się poboksować i wiele wiele innych smaczków).

Fahrenheit mnie osobiście wchłonął, zjadł, przeżuł i wypluł - tak doskonała jest to gra i jestem pewny, że jeszcze do niej wrócę. To jedna z tych gier, które zostają w pamięci, tak jak ma to miejsce z dobrymi filmami. Kto nie grał - lektura obowiązkowa. Szkoda, że obecnie nie tworzą już takich perełek. Bo to perełka jest, bezapelacyjnie.





Poniżej trailer "Fahrenheita" (TAK wygląda gra, to nie są żadne renderingi, w tych momentach STERUJE się bohaterami i bierze się w tym udział. Emocje i epickość gwarantowane! Zaręczam i polecam!):



A tutaj - bonusowo trailer nowszej gry z tego studia, czyli "Heavy Rain", o której wspomniałem na początku:



I jeszcze jeden bonus - soundtrack z gry:

I jeszcze jeden bonus, wspomniana Winona Ryder:




No to co? Ktoś chce zagrać w filmie?
Gra do kupienia za grosze w Empikach, a gdyby kogoś nie było stać to na torrentach mają promocję: LINK
Polecam do niej pada.

niedziela, 14 lipca 2013

Apel w sprawie kradzieży roweru

Mojemu przyjacielowi skradziono rower. 

Rower został skradziony 10 lipca 2013 (środa) spod apteki na rogu ulic Wrocławskiej i Powstańców Śląskich w Warszawie (Bemowo). Za wszelkie wiarygodne informacje na temat roweru, które pozwolą odnaleźć rower lub sprawców przewidziana jest za to nagroda. Jeśli ktoś ma jakieś info (był tam, widział itp.) to bardzo proszę o pomoc.

niedziela, 30 czerwca 2013

Stalowe refleksje, czyli "Człowiek ze Stali" moim okiem.

Uwaga: poniższy tekst zawiera tylko jeden spoiler, mianowicie - Clark Kent jest Supermanem. Innych spoilerów brak.

No i stało się, obejrzałem nowego Supermana. Właściwie to obejrzałem go już w momencie premiery, ale jak do tej pory nie miałem zbytnio czasu, żeby co nieco na ten temat napisać, a napisać by wypadało, bo czekałem na ten film od bardzo dawna. Czy spełnił moje oczekiwania? Trudno powiedzieć, bo i tak i nie.



Tak jak napisałem na wstępie, oczekiwania miałem spore i nie ma co ukrywać - nie mogłem się wręcz doczekać premiery. No bo jak tutaj nie czekać na film, w którym głównym bohaterem ma być jeden z twoich ulubionych bohaterów komiksowych z dzieciństwa? To nie ważne, że facet zakładał czerwone majtki na niebieskie getry i łamał wszelkie prawa logiki, o fizyce już nie wspominając. Superman był po prostu zajebisty i ta zajebistość potrafiała sprawiać, że przymykało się oczy na wszystkie te "niewygodne" sprawy. Był po prostu COOL, był superbohaterem, który zawsze ratował wszystkich z opresji, w dodatku był niezniszczalny, potrafił latać i strzelać laserem z oczu. Za dzieciaka takie "moce" imponowały. I choć od małego preferowałem bardziej postacie, takie jak Batman, Wolverine, Venom, czy Lobo, to jednak fakt faktem jarałem się wszystkimi bohaterami z komiksów. A trzeba jeszcze zaznaczyć, że za mojej młodości niektóre z komiksów to były wręcz białe kruki w Polsce, trudne do zdobycia.

sobota, 29 czerwca 2013

Wygrali ze śmiercią

Dużo wypadków ogląda się na necie, z czego duża ilość jest zwykle ze skutkiem śmiertelnym. Czasami jednak zdarzają się takie wypadki, które przeczą logice. Oto dwa fartowne zdarzenia, jakie przypadkiem dziś znalazłem. Na koniec mały bonus.

Sytuacja numer jeden:

Belgijskie media publikują zdjęcia z dramatycznego wypadku Polaka! Rozpędzone audi S8 zarejestrowane w Wejherowie z impetem uderzyło w drzewo i pękło na pół. Szczątki auta wybiły okna pobliskiego domu. Kierowca nie miał prawa przeżyć… 
Siła uderzenia był tak duża, że auto zostało rozerwane na pół. W promieniu 100 metrów leżały szczątki samochodu Polaka... 
Tył audi został na ulicy. Zbiornik paliwa i elementy zawieszenia służby porządkowe znalazły w żywopłocie. To, że samochód rozleciał się w drobny mak pozwala przypuszczać iż nie był to pierwszy poważny wypadek tego S8… 
Mieszkańców domu pod którym wylądował przód auta obudził huk i… akumulator, który wpadł do pokoju przez okno… 
Ktoś może powiedzieć, że nikt nie miał prawa przeżyć takiego wypadku. Belgijski serwis nieuwsblad.be pisze, że nad Polakiem musiał czuwać anioł stróż - kierowca wydostał się z połowy samochodu o własnych siłach. Był tylko podrapany i lekko potłuczony.


Zdjęcia z wypadku (klik, aby powiększyć):

środa, 27 lutego 2013

Titanic nigdy nie zatonął

Pływając sobie po głębokich otchłaniach internetu, natknąłem się na ciekawą teorię odnośnie zatonięcia statku Titanic. Z góry zaznaczam, że jest to jedynie ciekawostka, gdyż historii i teorii na temat zatonięcia powstało całe multum. Teoria mówi o tym, że Titanic tak naprawdę nigdy nie poszedł na dno, a statkiem, który wtedy zatonął był bliźniaczo do niego podobny Olympic.

Według tej teorii - Olympic był bardzo podobnym do Titanica statkiem - był niemal jego "bratem bliźniakiem". Olympic został wyprodukowany i zwodowany o wiele wcześniej, niż Titanic. Co ciekawe, jest to prawda. Poniżej porównanie - po lewej znajduje się Olympic, a po prawej Titanic:



Idąc dalej, wg przytaczanej przeze mnie teorii - podczas któregoś ze swoich rejsów, Olympic miał przeżyć niemiłą przygodę związaną z uderzeniem w wojenny okręt "HMS Hawke". Kolizja ta spowodowała, że został dość mocno uszkodzony. Problemem był jednak nie sam fakt uszkodzenia statku, lecz fakt, że nie był on ubezpieczony i doprowadził firmę "White Star Line" niemalże do bankructwa. Problemy finansowe z tym faktem związane bardzo opóźniały również moment zwodowania Titanica, którego zwodowanie i dziewiczy rejs zostały już uprzednio odpowiednio "rozreklamowane" przez ówczesne "media".  Właściciele firmy wpadli więc na pomysł, żeby zamiast Titanica zwodować po części naprawionego Olympica i zatopić go na oceanie, zabijając przy tym masę niewinnych ludzi. Dzięki temu mieli oni odzyskać utracone pieniądze, które włożono w naprawdę Olympica. Oryginalny Titanic miał za to pływać po morzach, aż do roku 1935, oczywiście pod nazwą zmienioną na "Olympic". Według tej teorii - w 1912 roku zatonął nie Titanic, lecz właśnie Olympic.

Teoria pochodzi z tej książki: link

niedziela, 30 września 2012

Best of "Iwona Opara" cz.3

No i znowu troszkę twórczości mojej utalentowanej Kuzynki. Tym razem nie grafika, ale muzyka, a dokładniej - śpiew. Nie wiem jak Wam, ale mi szczęka opadła. Utwór brzmi jak profesjonalna produkcja nagrywana w profesjonalnym, wielkim studio. No i ten głos... Poezja...

Żeby tradycji stało się zadość, powtórzę się po raz trzeci:
Autorką poniższego śpiewu jest Iwona Opara (email) :)

Katyń...

Opisu nie będzie, bo opis chyba niepotrzebny.
Posłuchajcie, zobaczcie... coś pięknego. I smutnego zarazem.
Tekst pioseknki po prosty łapie za serce...