środa, 25 czerwca 2014

Homeland - przegenialny serial



Rzadko oglądam seriale, bo zwyczajnie nie mam na to czasu, ale jeden ostatnio szczególnie mnie wciągnął - na tyle, że przez jedną noc obejrzałem z marszu cały pierwszy sezon. Mowa tutaj o "Homeland". Dużo dobrego o tym serialu się naczytałem i postanowiłem spróbować. Wiele prestiżowych nagród owy serial dostał, więc poleciałem w ciemno, mając jedynie szczątkowe info o fabule. I co? I szczęka mi opadła.

O czym "Homeland" jest? Ano fabuła jest dość ciekawa. Sierżant marines - Nicholas Brody zostaje po 8 latach znaleziony w Iraku jako zakładnik i odbity do kraju. Wszyscy się cieszą, poza jedną osobą - agentką CIA - Carrie Mathison, która podejrzewa, że Brody mógł przez ten czas przejść na stronę wroga. W roli Carrie przegenialna, śliczna Claire Danes, a w roli Brody'ego nie mniej genialny Damian Lewis, który moim zdaniem ma przed sobą niemałą karierę, bo to co pokazał w tym serialu to mistrzostwo.

Claire gra tutaj nie do końca radzącą sobie psychicznie agentkę CIA, która jednak ma nosa i czuje, że coś jest nie tak. Gra w sposób koncertowy, bo to co ona tutaj pokazała na ekranie to coś po prostu pięknego. Zawsze ją lubiłem i uważałem, że poza urodą ma również niesamowity talent, ale to co tutaj pokazała to arcydzieło sztuki aktorskiej. Przeszła samą siebie. Postać jaką stworzyła, te wszystkie emocje, mimika, nawet płacz i złość - w jej wykonaniu wyszło to epicko. Damian Lewis wcale nie wyszedł gorzej w roli Brody'ego. Niesamowicie udało mu się zagrać dwuznaczność swojej postaci. Obsada tego serialu to absolutny strzał w dziesiątkę. Dwie osoby, dwie postaci i psychologiczna walka pomiędzy nimi.

Fabuła opiera się więc na spotkaniu dwóch tych postaci i na grze pomiędzy nimi. To co jest najgenialniejsze w tym, to niepewność - czy Brody naprawdę przeszedł na stronę terrorystów? A jeśli tak, to po co? Dawno już żaden serial mnie tak nie wciągnął. Szczerze mówiąc ostatnim dobrym serialem, który urzekł mnie scenariuszowo był "True Detective". Homeland jest jeszcze lepszy. Genialna gra pomiędzy dwiema osobami, zagrana koncertowo. 10/10 w mojej ocenie.






poniedziałek, 16 czerwca 2014

Afera taśmowa w PL rządzie - całość rozmowy - Sienkiewicz i Belka

Jak wiadomo - tygodnik Wprost udostępnił szokującą rozmowę nagraną potajemnie podczas spotkania Bartłomieja Sienkiewicza i Marka Belki. Szczerze mówiąc, postawiłem, aż oczy, gdy to usłyszałem. Rozmowa naprawdę ciekawa - pokazuje jakie układy i układziki oraz jaka kultura istnieje tam "na górze". Zapodaję to tutaj, żeby to nie zaginęło w akcji, niech każdy Polak się o tym dowie. To tak na wypadek, gdyby chciano to zamiatać pod dywan, co już powoli ma miejsce.




Jako ciekawostka - przepowiednia Krzysztofa Jackowskiego.
Rozmowa przeprowadzona przez Roberta Bernatowicza - prezesa Fundacji Nautilus:

czwartek, 5 czerwca 2014

Richard Kuklinski - Iceman - historia pewnego seryjnego mordercy

Artykuł jest wstępem do materiałów, które do obejrzenia są na dole artykułu.


Richard Kuklinski to jedna z najniebezpieczniejszych osób jakie stąpały po tej planecie, a zarazem fascynująca persona. Zbrodnie popełnione przez urodzonego w 1935 roku Amerykanina o polskich korzeniach w latach 80-tych wstrząsneły opinią publiczną nie tylko w USA, ale i na całym świecie. Iceman, bo taki przydomek został mu nadany ze względu na fakt, że zamrażał ciała swoich ofiar, aby zmylić śledczych przeszedł do historii jako jeden z najciekawszych i najbardziej bezwzględnych seryjnych, a następnie płatnych zabójców w dziejach USA. Jego historia, osobowość oraz zbrodnie były tematem badań wielu psychologów i śledczych. Powstało na jego temat wiele publikacji i wywiadów, a on sam stał się postacią wręcz kultową, jeśli chodzi o sylwetki seryjnych morderców. Powstał również film fabularny oparty na historii jego życia, o czym napiszę na samym końcu. Na początek jednak chciałbym Wam zaprezentować dwa doskonałe wywiady, jakie zostały z nim przeprowadzone podczas jego pobytu w więzieniu stanowym w Trenton w New Jersey. To co uderza w tych wywiadach, to sama postać Kuklinskiego, sylwetka przerażająca, gdyż opowiadająca o swoich zbrodniach ze stoickim wręcz spokojem i wręcz dumą.

Jak sam o sobie mówił - zabicie człowieka nie wywoływało w nim absolutnie żadnych emocji. Zabójstwo było dla niego czynnością tak prostą, jak spuszczenie wody w kiblu - nie była to ani czynność negatywna, ani przynosząca mu satysfakcji. Zabijał bez uczuć, bez emocji i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia, co podkreślał na każdym kroku w wywiadach, które zamieszczam poniżej. Szacuje się, że zabił w życiu ponad 100 ludzi, choć on sam w jednym z wywiadów przyznaje, że liczba ta mogła być dwa razy większa. Liczba jego ofiar nigdy nie została do końca potwierdzona, gdyż w wielu sprawach wciąż toczą się śledztwa, a wielu ciał do dziś nigdy nie odnaleziono. 
Dlaczego zabijał i jak to wszystko się zaczęło? Nad tym pytaniem głowiło się wielu psychologów, którzy mieli okazję badać jego osobowość podczas spotkań w wiezięniu, w którym odsiadywał dwukrotne dożywocie i w którym to w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł w 2006 roku. Zacznijmy może więc od początku - Iceman urodził się w 1935 roku jako dziecko Stanleya i Anny Kuklinskich. Nie była to kochająca się rodzina - jak sam Kukliński przyznawał - nienawidził zarówno ojca, jak i matki, którzy to rodzice jak podaje - znęcali się nad nim zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Patologiczne dzieciństwo najprawdopodobniej wpłynęło na jego późniejsze czyny, oraz jego psychikę, w której jak sam powiedział - wszelkie pozytywne uczucia zostały zamienione na jedno wielkie uczucie nienawiści.

Ojciec odszedł od rodziny, gdy Kuklinski miał 11 lat i jak przyznaje on sam - wylądował on wtedy na ulicy, gdzie zmierzyć się musiał z brutalnymi regułami życia. Początkowo gnębiony przez rówieśników zauważył, że na przemoc odpowiedzieć można jedynie przemocą, co też następnie stało się jego receptą na życie. Jak wspominał - zabijanie rozpoczął od mordowania zwierząt - ze szczegółami opowiadał o sposobach, za pomocą których je zabijał, m.in. o paleniu kotów żywcem w piecu, czy o wleczeniu ich za samochodem. Po zwierzętach przyszła kolej na ludzi - jak wspomina - zabijał nawet "za krzywe spojrzenie". O jednej ze swoich ofiar opowiadał, że tak naprawdę zabił wtedy człowieka, gdyż ten zwyczajnie mu się nie spodobał. Śledził wtedy grupkę ludzi, która szła w kierunku baru, po czym, gdy jedna z osób została na dworze za potrzebą - podszedł do niej od tyłu i za pomocą linki zwyczajnie ją udusił, po czym odszedł. 

Zabijał na najróżniejsze sposoby - zarówno nożem, jak i bronią, a nawet za pomocą trucizn. Taka różnorodność sposobów uśmiercania pozwalała mu zmylić śledczych, gdyż ciężko było dzięki temu powiązać zabójstwa ze sobą i przypisać je jednej osobie. Był bardzo metodyczny i niebywale sprytny w swoich zbrodniach - przez wiele długich lat udawało mu się wodzić za nos policję i FBI. Jak sam wspominał - zabójstwo człowieka nie miało dla niego znaczenia, robił to mechanicznie, bez najmniejszych emocji i bez mrugnięcia okiem. Przerażające są jego opowieści, gdy opowiada o swoich zbrodniach, tak jakby to było coś absolutnie normalnego - jak wypicie porannej kawy. W Kuklinskim było totalne zero człowieczeństwa i zero jakichkolwiek emocji i uczuć. Jedyne uczucie - jak wspominał - żywił do żony i swoich dzieci, gdyż jak twierdził - rodzina była jedyną pozytywną rzeczą w jego życiu. Z żoną i dziećmi wiąże się również dalsza jego historia.

Jak przyznaje w wywiadach - dom był jedynym miejscem, w którym czuł się dobrze. Mając na utrzymaniu żonę, jak i dzieci zaczął więc pracować dla lokalnej mafii, aby zarobić na godziwy byt. Początkowo były to przekręty i handel nielegalnymi rzeczami, czy kopiowanie pornografii. Z czasem jednak mafia dostrzegła w nim potencjał, jeśli chodzi o jego brak emocji i mając na względzie jego poprzednie "dokonania" związane z zabijaniem - "awansowano go"  na stanowisko płatnego zabójcy. Praca ta okazała się dla Kuklinskiego doskonale rentowna, gdyż na płatnych morderstwach dorobił się całkiem pokaźnych pieniędzy. Zabijał głównie dłużników i przeciwników w interesach, na których wyroki wydawała mafia. Jak sam opowiadał - zabójstwa te przebiegały w bardzo wymyślne sposoby. Szczególnie wymowna jest jego opowieść o specjalnej mordowni, w której ciała ćwiartował i pakował w worki. Przerażenie może też wywołać jego opowieść o szczególnych zleceniach, co do których mocodawcy mieli specjalne wymogi, takie jak to, żeby ofiara przed śmiercią jeszcze pocierpiała. Jednym z takich szczególnych sposobów na zadawanie śmierci ze szczególnym okrucieństwem był jego patent na związywanie i zamykanie ofiary w jaskini, gdzie delikwent w męczarniach zostawał żywcem pożerany przez głodne szczury. Te opowieści naprawdę robią wrażenie, dlatego polecam obejrzeć oba załączone wywiady w całości. W wywiadach tych najbardziej przerażające nie jest to o czym opowiada, ale to w jaki sposób o tym opowiada, co zresztą sami zobaczycie.

Wracając do jego historii - Kuklinski pracował dla mafii przez bardzo długi czas - przez okres ten wysłał na tamten świat całą masę ludzi i dorobił się za wykonywane zlecenia bardzo dużych pieniędzy. Dla mafii był killerem doskonałym - pozbawionym emocji, strachu i wyrzutów sumienia - był dla nich niczym niezawodna maszyna do zabijania, co zresztą sam o sobie powtarzał. Był ostrożny i metodyczny - jak wspomina - ciała ofiar członkował i ukrywał w najróżniejszych miejscach, czasami w beczkach, czasami wyrzucając za miastem, a czasami wyrzucając w parku. Jak przyznaje w jednym wywiadzie - wiele z ciał jego ofiar nigdy nie odnaleziono i już się nie odnajdzie. Wiele z pociętych ofiar mroził również w specjalnej chłodni, tak aby wyrzucić je dopiero po pewnym czasie i zmylić śledczych co do prawdziwego czasu śmierci nieszczęśnika. To właśnie poprzez ten proceder z czasem przyklejono mu ksywkę "Iceman", czyli "lodowy człowiek".

Przez cały okres wykonywania zabójstw był ostrożny i prowadził rozdzielone, podwójne życie - w domu jako przykładny mąż i ojciec, a poza domem jako bezwzględny, zawodowy hitman - niczym dr Jekyll i Mr. Hide - jak to siebie samego określił w jednym z wywiadów. Jak opowiada w jednym momencie - potrafił bez problemu wyjść na szybką robotę podczas rodzinnej, wigilijnej kolacji, wykonać zlecenie, po czym spokojnie wrócić na kolację i rozpakowywać z dziećmi prezenty spod choinki. Te relacje są naprawdę wstrząsające, więc zachęcam jeszcze raz do obejrzenia całości materiału.

Jak więc to wszystko się skończyło?
Z czasem Kuklinski zaczął być coraz mniej ostrożny, a pazerność na pieniądze sprawiła, że zaczął popełniać błędy. Po brutalnych zabójstwach swoich biznesowych partnerów policja zaczęła kojarzyć ze sobą fakty i padły na niego pierwsze podejrzenia. Nie mając jednak wystarczających dowodów, aby go aresztować, postanowiono podstawić mu tajnego agenta, który miał za zadanie zagrać rolę innego płatnego zabójcy i wyciągnąć od Kuklinskiego zeznania. Zadanie to udało się. Kuklinski wpadł i został postawiony przed sądem. Dwa lata później został skazany na podwójne dożywocie i osadzony w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Trenton w New Jersey. W 2006r. w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach zmarł. Oficjalnie przyczyną śmierci był zgon naturalny, nieoficjalnie zatrucie, a wg jeszcze innej wersji był to wyrok wydany na niego, ze względu na jego wiedzę dotyczącą struktur mafijnych, dla których zlecenia wykonywał przez ponad 20 lat.

Niewątpliwie była to postać przerażająca, ale też i na swój sposób fascynująca. Jego brak jakichkolwiek ludzkich odruchów i uczuć tak jak napisałem był tematem badań wielu uznanych psychiatrów i kryminologów. Ta krótka historia, którą tutaj opisałem nie oddaje, ani trochę tego kim Iceman był - po więcej zapraszam do doskonałej książki, pt. "Iceman", na której podstawie został również w 2012 roku nakręcony film, oraz przede wszystkim na początek - do obejrzenia obu wywiadów z Kuklinskim, jakie zamieszczam poniżej.
Emocje gwarantowane, ale uwaga - to bardzo mocne materiały.
Poniżej dwa wywiady, na koniec film "Iceman".
Wszystkie materiały są po polsku.

Oba wywiady to naprawdę niesamowita i fascynująca, a zarazem przerażająca podróż po umyśle jednego z największych psychopatów w historii, prawdziwego diabła w ludzkiej skórze.




Wywiad #1 - Wyznania mordercy - Richard Kuklinski


Wywiad #2 - Richard Kuklinski - Iceman Tapes (5 części, playlista)


BONUS - A na koniec w całości film "Iceman" z 2012 roku, po polsku z lektorem:


Artykuł został opublikowany również na portalu Sadistic: http://www.sadistic.pl/richard-kuklinski-iceman-vt297693.htm

sobota, 31 maja 2014

Polityczno-satyrycznie, czyli nowy cykl

Rozpoczynam cykl filmów na YT pt. "polityczno-satyrycznie". Będzie to polegało na montażu kilku filmów, zawsze z puentą i przesłaniem, które pewnie i tak mało kto wyłapie. Tak czy siak - z góry zaznaczam, że nie ma to na celu obrażania, ani naśmiewania się z nikogo. Typowo satyryczne filmy, z lekkim, ukrytym przesłaniem. Kto nie załapie - trudno, kto się obrazi - trudno, robię swoje. Zaznaczam, że powinno się to oglądać z dźwiękiem.

Póki co, 5 pierwszych odcinków poniżej:

Część I - "I see dead people"



Część II - "Smoleńsk - wyjaśnienie tajemnicy"



Część III 
- "Ryszard Kalisz vs Batman"



Część IV 
- "Tusk i komornicy"



Część V 
- "Dyrektywa nr4"



Część VI 
- "Kupuję to za..."


Link do playlisty: https://www.youtube.com/playlist?list=PL7YPc2DoKQk9a3NAR24sz3p_AAmvVtTDk

czwartek, 29 maja 2014

X-men - Days of Future Past

Standardowo - artykuł nie zawiera spojlerów i nie zdradza fabuły.

Nareszcie premierę miała najnowsza odsłona "X-menów", czyli "Przeszłość, która nadejdzie". Nie ukrywam, że czekałem na ten film od dawna, zwłaszcza mając w pamięci jak bardzo dobra była "Pierwsza klasa". Przed seansem "First Class" miałem obawy - że jak to? Inni aktorzy, inne czasy, bez Stewarta, McKellena i Jackmana? Miałem obawy, bo bardzo lubiłem akurat ekipę w wykonaniu tychże jegomości. Niepotrzebnie, bo film okazał się świetny, a nowa, świeża obsada spisała się doskonale. Chemia jaką stworzyli pomiędzy swoimi postaciami McAvoy i Fassbender po prostu rozsadziła ekran, a młode wcielenia Profesora Xaviera i Magneta okazały się tak samo dobre w odbiorze jak ich starsze odpowiedniki w wykonaniu Patricka Stewarta i Iana McKellena. Oczywiście film idealny nie był, ale bardzo mi się podobał - głównie właśnie przez doskonale poprowadzoną relację pomiędzy Charlesem i Erikem. McAvoy i Fassbender po prostu dali radę i chyba każdy się z tym zgodzi.

Nowa obsada kupiła mnie, dlatego też tym razem przed nową odsłoną obaw nie miałem już żadnych, ba - co więcej - w pierwszej chwili, gdy tylko pojawiły się informacje, że w nowych "X-menach" spotkają się obie obsady zapiałem z radości. Mój entuzjazm lekko ugasił wypuszczony rok temu "Wolverine", który nie był tym czego się spodziewałem. Był to przyjemny film, jak najbardziej dobry, ale tylko dobry, gdyż z takim potencjałem można było zrobić film doskonały, niestety wyszło jak zawsze. Pomimo mojej ogromnej sympatii do postaci Wolverine'a i Hugh Jackmana w tej roli, ten film nie był absolutnie tym na co wtedy czekałem. Swoją drogą zastanawiam się czasami, dlaczego nikt nie wziął się za ekranizację "Weapon X" - mając taki materiał źródłowy, można by było zrobić z tego niezły kawał kina. Myślę, że powody są dwa - to mega brutalny komiks, który pokazuje zwierzęcą stronę Rosomaka, a co się z tym wiąże - przeczyłoby to już wizerunkowi jaki stworzył Jackman i musiałoby to wyjść z kategorią R, czego każdy unika jak ognia - z oczywistych finansowych względów. Mimo lekkiego zawodu spowodowanego "Wolverinem" jednak wciąż z niecierpliwością czekałem na "Przeszłość..". i tym razem nie zawiodłem się ani trochę. Ba, powiem więcej - film przerósł moje najśmielsze oczekiwania co do niego i bezapelacyjnie jestem go w stanie z marszu postawić na półce tuż obok "X2", który po dzień dzisiejszy jest dla mnie ideałem, jeśli chodzi o ekranizację serii o mutantach Xaviera i jednym z najlepszych filmów w ogóle, jeśli chodzi o ekranizację komiksów (tuż za "Batmanami" Burtona, które u mnie są na podium).

Jak wiadomo z opisów, fabuła nowych "X-menów" skupia się wokół podróży w czasie. Podróże w czasie to dość śliski temat i tak naprawdę ciężko z taką tematyką jest się zmierzyć, w sposób taki, aby nie popaść w paradoksy. Zemeckis próbował ubarwić wszystko w zabawę ze swoimi arcygenialnymi "Powrotami do przyszłości", co udało mu się znakomicie. Taki "Looper" znowu postawił na zupełnie coś innego i w zasadzie, co film, to inna wizja tego jak ma się to odbywać. Podróż w czasie to zawsze problematyczny twór, który niełatwo w kinie ogarnąć w sposób trzymający się logiki. W przypadku nowych X-menów zabieg udał się prawie, że dobrze, z jednym małym tylko zgrzytem, o którym nie napiszę, bo zdradziłbym część fabuły, a tego w zwyczaju nie mam. Wracając jednak do sedna - jesteśmy świadkami cofnięcia się w czasie Wolverine'a. Rosomak przy pomocy Kitty cofa się w czasie do lat 70-tych, aby spotkać się z młodym Xavierem i zjednoczyć mutantów w walce przeciwko czemuś, co przerośnie wszystkich w niedalekiej przyszłości.

Tym czymś są Sentinele - wielkie roboty bojowe, które zostały stworzone w celu eksterminacji mutantów i które jednak "lekko" wymknęły się spod kontroli, tym samym eksterminując również normalnych ludzi. I od tego zacznijmy jeśli chodzi o fabułę. Film bowiem rozpoczyna się brutalną wizją przyszłości - wizją, która pokazuje, że świat jaki istniał jest już jedynie garstką popiołu, a miejsce ma apokalipsa. W walce z tymi tworami nawet mutanci nie mają najmniejszych szans i niestety są z góry skazani na porażkę. Jedynym wyjściem, aby uratować siebie i cały świat jest próba cofnięcia się w czasie i postaranie się o niedopuszczenie do rozpętania wojny. Z zadaniem właśnie takim do lat 70-tych wysłany zostaje nasz Logan.

To co jest ciekawe - film dzieje się równolegle w dwóch rzeczywistościach, które różnią się tak bardzo, jak tylko mogą się różnić. Świat przyszłości (teraźniejszości?) przedstawiony jest nad wyraz brutalnie i mrocznie. Tu nie ma już nadziei, jest tylko wojna, apokalipsa i armageddon. Świata już nie ma -  świat nie istnieje, istnieją jedynie zgliszcza. Ostatni pozostali przy życiu mutanci, siłą rzeczy trzymający się razem przeciwko wspólnemu wrogowi bliscy są nieuchronnie zbliżającej się zagłady. Jedyną nadzieją na ocalenie są...oni sami, z przeszłości i Wolverine, który w tym filmie pełnić będzie rolę jedynego łącznika pomiędzy światami. Logan zostaje więc wysłany w przeszłość, do świata, który jest zupełnie inny. Największą różnicą jest przede wszystkim to, że "przeszły" świat jeszcze istnieje. Stajemy się więc świadkami przemieszania się dwóch zupełnie odmiennych ram czasowych - przyszłości - mrocznej i bez nadziei oraz przeszłości - wciąż kolorowej, żywej i z nadzieją na to, że normalne jutro nadejdzie, a z jego porankiem zaświeci słońce.

Nadziei tej pozbawiony jest jednak młody Charles, z którym spotkać "w przeszłości" musi się Wolverine. Młody Profesor, poprowadzony genialnie przez fenomenalnego w tej roli Jamesa McAvoya wciąż żyje wydarzeniami przedstawionymi nam w "First Class" i zamknięty w sobie unika kontaktu ze światem i z mocami jakimi kiedyś dysponował. Wolverine'a czeka więc trudna przeprawa - musi sprawić, aby młody Charles znów uwierzył w siebie i przede wszystkim - aby uwierzył w przyszłość, która zbliża się nieuchronnymi krokami. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, gdy na słowo uwierzyć trzeba komuś, kto twierdzi, że właśnie cofnął się w czasie.

To co jest świetne, to doskonale zarysowany motyw przyjaźni pomiędzy Charlesem i Erikiem. I to zarówno tymi młodymi jak i starymi wersjami. Nie ma tu sztuczności, jest chemia i cały ten motyw poprowadzony jest perfekcyjnie. Widz po prostu czuje chemię wylewającą się z ekranu i za to brawa zarówno dla scenarzysty jak i dla samych aktorów. Jeśli mowa o aktorach, to o całej obsadzie można wypowiedzieć się jedynie w samych superlatywach. Hugh Jackman jako Wolverine powtarza swoją rolę z poprzednich filmów plus jest tutaj jakby złagodzony i lekko zsunięty na dalszy plan, pomimo, iż jest osią napędową i jedynym łącznikiem pomiędzy obiema rzeczywistościami. Jest jak zawsze genialny w swojej roli i ma nawet kilka przezabawnych momentów, które naprawdę potrafią rozbawić. Widać na każym kroku, że Jackman bawi się rolą Wolverine'a i że czuje się w tej roli znakomicie. Jest kilka świetnych scen z jego udziałem, ale nie będę pisał jakich, żeby nie spojlerować. Stary dobry Wolverine jednym słowem, z pazurem w ręku. Napisałem powyżej, że Wolverine jest lekko zsunięty na dalszy plan dlatego, że pierwsze skrzypce gra jakby w tym filmie relacja pomiędzy Xavierem, a Erikiem, czyli pomiędzy Profesorem X i Magneto. Relacja rozpisana i zagrana koncertowo. Jak napisałem na początku, zarówno ich stare wersje, jak i te młodsze spisały się znakomicie, a zwłaszcza właśnie te młodsze w wykonaniu McAvoya i Fassbendera. Po raz drugi obaj panowie udowodnili, że obsadzenie ich w tych rolach było strzałem w dziesiątkę. Jest chemia, jest moc, jest przyjaźń i jest to pokazane spójnie. Jest w filmie kilka takich scen, które naprawdę trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby wiedzieć o czym mówię.

Zupełnie inną kwestią jest Jennifer Lawrence w roli Mystique, która o ile zbytnio nie przypadła mi do gustu w "First Class", tak tutaj zagrała koncertowo, a sceny z jej udziałem to mistrzostwo świata. Mystique w końcu jest pokazana taką jaką być powinna. Ostra, zimna, śmiertlenie niebezpieczna, ale też i mająca swoje powody i rozterki. Świetnie zarysowano jej postać od strony motywacji, gdyż naprawdę można tej postaci kibicować i czasami nawet współczuć. Lawrence sprawdziła się perfekcyjnie. O ile po "First Class" myślałem, że Rebecca Romijn była w tej roli lepsza, tak teraz zmieniłem zdanie. Ciekawostką może być fakt, że podobno planują oddzielny film poświęcony tylko jej postaci. Co jeszcze warto wspomnieć - relacja pomiędzy Mystique, a Magneto jest tutaj fajnie psychologicznie zarysowana i bardzo dojrzale przedstawiona, czasami wręcz w bardzo zaskakujący sposób, ale o tym więcej nie napiszę, żeby nie zdradzać najlepszego.

Wizualnie natomiast nowy "X-men" to majstersztyk - począwszy od samej początkowej bitwy z Sentinelami, poprzez mistrzowskie choreografie walk i wygląd samych scen, na wielu ciekawych pomysłach kończywszy. Od strony technicznej ten film to perełka i przebija nawet to co miałem okazję zobaczyć przy okazji "Pacific Rim". Scena z Quicksilverem coś mi się wydaję, że nawet przejdzie do historii swego czasu - jest tak dobra. Dawno już tak mi szczęka nie opadła na żadnym filmie. Celowo nie piszę o co chodzi, bo trzeba to zobaczyć samemu. 

Podsumowując - niewiele tutaj napisałem, gdyż nie chciałem rozpisywać się zbytnio o fabule, choć mógłbym, bo potrafiłbym o X-menach pisać godzinami - jestem wielkim fanem uniwersum, a komiksów posiadałem multum. Nie chciałem jednak tego robić, a jedynie krótko podsumować film i polecić go każdemu, bo proszę mi uwierzyć - jeśli nie wybierzecie się na nowych "X-menów", to stracicie ogromną szansę na kapitalny seans. Ten film po prostu trzeba zobaczyć i z czystym sumieniem daję mu ocenę 9,5/10. Poezja.


Klisza filmowa - spot reklamowy

Spot reklamowy, który zrobiłem w ramach zaproszenia na wernisaż Kuzynki - Iwony Opara, który odbędzie się 18 czerwca o godz. 17:00 w Nova Kino Przedwiośnie w Płocku. Zapraszamy!

środa, 21 maja 2014

Najlepsze sceny ze striptizem w filmach

Pierwszy tego typu temat tutaj, więc lecimy z najlepszymi scenami ze striptizem w filmach.

Miejsce III - Salma Hayek - From Dusk Till Down



 Miejsce II - Elizabeth Berkley - Showgirls



Miejsce I - Rebecca Romijn w filmie Femme Fatale:

sobota, 10 maja 2014

PHPOS - wesprzyj projekt na polakpotrafi.pl

Zapraszam wszystkich do wsparcia mojego projektu na platformie PolakPotrafi.pl.
Projekt ten to webowy system operacyjny pod nazwą PHPOS.
Wesprzyj projekt, lub przekaż tą informację dalej!


wtorek, 18 marca 2014

True Detective - arcygenialny serial

Standardowo - tekst bez spojlerów i tym razem krótko.
True Detective, czyli jak Szczygliś znowu zaczął oglądać seriale. Od bardzo dawna nie oglądałem żadnych seriali, z prozaicznego powodu - braku czasu.
Ostatnio jednak trochę wolnego czasu się pojawiło i wybór padł na "Detektywa". I jakie wrażenia? Ano wrażenia kapitalne. Dawno nie widziałem czegoś tak dobrego.


Przyznam się szczerze, że obejrzałem cały pierwszy sezon hurtowo - odcinek po odcinku, w ciągu jednej nocy i...chcę więcej. Serial jest arcygenialny, fabuła super wciągająca, a postacie stworzone przez McConaughay'a i Harrelsona mistrzowskie. Swoją drogą ten Oscar to się należał za tą rolę, a nie za to za co dostał, bo to dopiero tutaj, w tym serialu Mathew pokazał jakim aktorem jest.

A o czym jest ten serial? W skrócie jest to intryga kryminalna zahaczająca o thriller. Ktoś popełnia morderstwa na tle okultystycznym, pytanie kto? Sprawę starają się rozwiązać dwaj detektywi - wspomniani wcześniej McConaughay i Harrelson.


To co jest genialne w tym serialu, to historia, gra aktorska i zdjęcia, które są po prostu kapitalne. Wspomniani aktorzy przeszli samych siebie i stworzyli na ekranie duet, którego pozazdrościć mogą im najlepsi. Kto nie oglądał, ten niech żałuje i szybko nadrobi zaległości, bo "True Detective" to mistrzostwo świata. Polecam.