sobota, 2 listopada 2013

Grawitacja, czyli wycieczka w Kosmos

Kosmos to pustka, ciemność i niesprzyjające warunki. O tym wie każdy, kto choć trochę się tym interesuje. Ja też o tym wiem, jednak dopiero po obejrzeniu tego filmu jestem sobie w stanie wyobrazić jak ekstremalnie niebezpieczne jest dla człowieka przebywanie w otwartej przestrzeni kosmicznej, tam gdzie nie chroni go już płaszcz naszej niedocenianej ziemskiej atmosfery. Niedocenianej, bo przecież dla nas oczywistej. Urodziliśmy się na Ziemi, żyjemy na Ziemi i czujemy się bezpiecznie, gdyż nasza planeta sama nas chroni. Chroni przed kosmicznym syfem, chroni przed promieniowaniem i przed kosmiczną pustką. Można sobie jednak czasami polecieć w wyobraźnię i zastanowić się jak to jest być "na górze", gdy jesteśmy absolutnie sami w miejscu, w którym cytując klasyka "nikt nie usłyszy naszego krzyku". Seans z "Grawitacją" sprawił, że poczułem się malutki i bezbronny. Całkowicie bezbronny wobec Absolutu. To co jedynie sobie do tej pory wyobrażałem i widziałem na zdjęciach przeżyłem właśnie "na własnej skórze". Bo o tym właśnie jest "Gravity" - to najprawdziwsza i jak najbardziej realna wycieczka w Kosmos, w przestrzeń tak nieprzyjazną jak tylko można sobie to wyobrazić.


Z góry zaznaczam, że piszę tutaj o wersji 3D tegoż filmu, gdyż nie wyobrażam sobie, że można by go było obejrzeć w 2D. Bo właśnie o poczucie "bycia tam" w całym tym filmie chodzi. Szczerze mówiąc, nie jestem zwolennikiem kręcenia filmów w tej technologii, gdyż zdecydowanie wolę zwykłe, klasyczne 2D, jednak "Grawitacja" aż prosiła się o 3D i efekt ten udał się twórcom bardziej niż wyśmienicie. Przesadą nie będzie, jeśli napiszę, iż takiej przygody w kinie jeszcze nie przeżyłem. Klękajcie "Avatary", klękajcie "Pacific Rimy", bo oto powstał film, który zjada was na śniadanie i sprawia, że odbiorca opuszcza na półtorej godziny kinowy fotel i ubiera kosmiczny skafander. Strona techniczna filmu miażdzy, zjada i wypluwa, do tego stopnia, że po seansie miałem wrażenie, że z moim błędnikiem jest coś nie tak, tak jakbym naprawdę spędził te kilkadziesiąt minut przebywając w stanie braku tytułowej grawitacji. Coś niesamowitego. 

Film opowiada o astronautce, granej przez śliczną jak zawsze Sandrę Bullock - astronautce, którą spotyka w Kosmosie tyle niesympatycznych przygód, że historia Ellen Ripley wydaje się przy nich bajką dla dzieci. Sandra przebywając w przestrzeni na skutek biegu wydarzeń przedstawionych w filmie przeżywa istny horror, horror, którego nie można chyba porównać z niczym innym. Bo jak musi czuć się osamotniony, przybywający w przestrzeni kosmicznej, w pustce, niezmierzonej otchłani i zdany sam na siebie astronauta w momencie, gdy cała jego "ziemska" technologia nagle rozsypuje się jak domek z kart i pozostawia go na pastwę losu z plakietką "radż sobie sam. Ty kontra cały Kosmos."? Niewątpliwie nie jest to zbyt przyjemne uczucie, a oglądając "Grawitację" mamy okazję poczuć to  uczucie na własnej skórze.

Grawitacja jest tak genialnie nakręcona, że oglądając ją, nie oglądamy filmu, lecz czujemy się tak jakbyśmy w tym filmie byli! Duża w tym zasługa wspomnianego wcześniej 3D, które w tym filmie zostało wykorzystane na niespotykanym jak dla mnie dotąd poziomie, a także samej kompozycji ujęć, które wręcz porażają. Porażają i...przerażają. Pomimo całego tego piękna i widoku naszej matczynej planety z poziomu orbity, widok ten w tym filmie bardziej przeraża, niż zachwyca, a przestrzeń kosmiczna wydaję się wyciągać pazura i krzyczeć "to nie jest miejsce dla was, wracajcie na Ziemię, albo zginiecie, szybciej niż się obejrzycie". Kosmos w tym filmie zabija szybciej, niż się to może wydawać. Kosmos jest zimny, bezuczuciowy, bezwzględny i ekstremalnie niebezpieczny. A my nie mamy najmniejszych szans w starciu z Nim. 

Scenariuszowo nie jest to może żadne ambitne kino, bo tak naprawdę nie o to chodziło w "Grawitacji" - chodziło o efekt wizualny i efekt ten udał się w 100%, a nawet z nawiązką. Jeżeli tylko macie możliwość wybrania się na "Grawitację" w 3D, w dodatku na wielkim ekranie pokroju IMAX-a, to nie zastanawiajcie się ani przez moment, gdyż taka przygoda może się już Wam w życiu nie trafić. Grawitacja to coś co przeżywa się wszystkimi swoimi zmysłami, coś o czymś nie da się zapomnieć, coś jak prawdziwa wycieczka w otchłań, po której przychodzi powrót do bezpiecznego, ciepłego domu i refleksja nad swoim obecnym, bezpiecznym, tak niedocenianym położeniem.


I naprawdę - jeżeli to wszystko wygląda w rzeczywistości tak jak to zostało tutaj pokazane (a raczej tak jest), to naprawdę chylę czoła przed odważnymi, którzy zdecydowali się wycieczkę na orbitę. Trzeba mieć naprawdę jaja ze stali, żeby tego dokonać. 

 
Moja ocena:
(w kategorii: film jako film) 8/10
(w kategorii: od strony technicznej) 11/10

"Gravity", 2013
Dramat/Sci-Fi
reż. Alfonso Cuarón


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz